Physical Address

304 North Cardinal St.
Dorchester Center, MA 02124

wiersze i wierszyki o koniach

Piękne wiersze i wierszyki o koniach

Tym razem przygotowaliśmy dla Ciebie obszerną listę wierszy i wierszyków o koniach. Staraliśmy się wybrać najciekawsze z wierszy, acz zdziwiło nas, że nie ma ich tak dużo jak przypuszczaliśmy. O czym traktują owe wiersze? A o wszystkim, choć głównie jest w nich mowa o przywiązaniu do koni, wolności i bliskich relacjach jakie człowiek jest w stanie wytworzyć z tymi zwierzętami. Na samym końcu znajdziesz jeszcze mały bonus pod postacią krótkich rymowanek o koniach. Więc co, nie przedłużajmy i zapraszamy do odkrywania wierszy o koniach.

Piękne wiersze o koniach

Po takiej dawce wierszy zapewne będziesz mieć na pewien czas wystarczająco pięknej poezji. Wiersze, które dla Ciebie przygotowaliśmy porusza nie tylko umysł, ale i serce. Może znajdziesz wśród nich swój ulubiony wiersz o koniach, który zostanie z Tobą na dłużej?


Teki Naruszewicza

Samuel Linde (nie autor)

Jakie też to z tak licznych zwierząt sądzisz zwierzę,
Co pierwsze przed drugimi słusznie miejsce bierze?
Ja mniemam że to rumak, stad Natolskich plemię,
Który na dźwięk trąb uszkiem strzyże, grzebie ziemię,
I wesoło poryża, i w krwawe gonitwy
Starłszy zbrojne szeregi, mężnie schodzi z bitwy,
Lub z szranków wypuszczony z bystremi dzianety
Wabiąc wiatry w zawody, pierwszy sięga mety,
I panu co go karmił, w pięknym wity lesie,
Zwycięzca na łabędzim karczku wieniec niesie


Modlitwa konia z transportu

Barbara Borzymowska

Mój wiatronogi Boże koni
Czy Ty naprawdę widzisz wszystko?
Strach, ból i głód i krew i śmierć?
Nie ma nikogo z mojej stajni i nie znam drogi na pastwisko
Bardzo się boję, Panie mój
Tutaj tak ciasno jest i ciemno
I taki bardzo jestem sam,
Choć tyle koni jedzie ze mną
Boże, z ogonem bujnym, grzywą gęstą
Ja przecież jestem
Przecież byłem
Na Twoje podobieństwo
Nikt by w to teraz nie uwierzył
Nic z tego nie zostało
Czterokopytny Boże, spraw
By umieranie nie bolało
Jeszcze o jedno Cię poproszę
Nim wszystko będzie końcem
Niechaj na przekór wyśnię sen
Że galopuje w słońce
I pędzę wprost w promieni blask
Pękają chmury w niebie
A ja nie czuję więcej nic
I mknę i gnam do Ciebie


Wschód słońca w stadninie koni

Krzysztof Dzikowski

Słońce nad stadniną,
w końską grzywę chowa twarz,
wstęgą nad łąkami
jeszcze się unosi mgła…
Stoją napięte
jak strzała gdy drży,
nim cięciwy świst
znów do lotu ją poderwie.

Konie, dumne konie,
zasłuchane w szumy traw,
lekkie i swobodne,
jak na czystym niebie ptak.
Kiedy tak patrzę,
do biegu się rwą
chciałbym uciec stąd,
chciałbym gnać za swą tęsknotą…

Tam, gdzie lśni horyzont,
drga niebieską linią
wprost w otwarte wrota chmur,
siwych chmur,
tam, gdzie w kuźni słońca
dzień powstaje nowy,
gdzie wytycza drogi
rytm – serca rytm.

Konie, dumne konie
w blasku wstającego dnia,
czułe i szalone,
czemu was uwielbiam tak?
Nieraz poniosą,
poniosą jak wiatr,
czasem bywa tak,
jak z dziewczyną…


Konie pławiące się w Biebrzy 

Józefa Drozdowska

Widziałam je kąpiące się w rzece
całym stadem
Nie umiałam dostrzec
gdzie są fale rzeki a gdzie ich kare grzywy
Gdzie gwiazdy tylko co wzeszłe nad Jagłowem
a gdzie iskry kopyt
pędzących bagiennym brzegiem ku wodzie
gdzie końskie kłęby a gdzie wiry rzeczne
niepoddające się jej nurtowi
Wiatr zamilkł na ten moment
stada gęsi otuliły zakola
na podobieństwo anielskich skrzydeł
Było ich kilkanaście
a mnie się zdawało że widzę ich tysiące
kare gniade i deresze
W chrapach ich grało
jak gdyby ktoś harfę i lutnię obudził
nagłym klaśnięciem w dłonie
Strzechy stodół szczytami przeglądające się
w wodzie łowiły ich złotoplame oczy
i nanizując na siebie
przeplatały promieniem księżyca
A one nic tylko co jakiś czas
rżały za tym blaskiem bledszym niźli marzenie
i parskając polewały się nawzajem wodą
A gdy ocierając się o siebie
wychodziły z niej wstrząsając grzywami
zmiotły z nieba bledniejące coraz bardziej
nad Jagłowem gwiazdy
I zdawało się wtedy
że zdartej chusty nocy
nikt już w tym miejscu
nie zawiąże


Koń-zbieg. A to cyrk! (brachykolon)

Urszula Krajewska-Szeligowska

Był raz gdzieś cyrk, w nim koń – zuch zwierz.
Pięć lat w nim żył, lecz chciał iść precz,
Koń dość miał sił i miał dość krat,
Chciał więc precz zbiec i gnać przez świat.

Raz rzekł mu tchórz: Gdzie ty chcesz iść?
W las? Tam jest gąszcz drzew i wilk zły!
W dal? Tam jest głód i noc i cień.
Tu bądź! Tu masz co pić i jeść!

A na to lwa ryk brzmi zza krat:
Tchórz, sza! Ten koń chce iść hen w świat?
Ja bym też szedł, lecz mam lat moc,
Brak sił, mych łap już nie ta moc!

Śmiech małp: hi, hi skądś jął się nieść:
Hej, koń, tyś tramp – kruk niósł tę wieść!
A to cyrk! Ty chcesz być jak ptak?
Fruń na szczyt, znaj raj – on ma smak!

Małp pięć wciąż kpi, koń nie jest rad.
Chce już precz iść tam, gdzie deszcz- brat
Gra: kap, kap, kap, gdy w noc z chmur mży,
Gdzie hymn ku czci stu gwiazd wzwyż brzmi.

Na to rzekł słoń, ten z trzech, co to
Cyrk wiózł przez wsi i miast aż sto:
Ty nie bądź kiep, tu źle jest, bo
Tu świst, to pejcz, tu ból, tu zło!

Małp rój nie da ci żyć, a szef
Też mógł cię bić, patrz, masz tu krew!
Rusz się i goń! Masz biec przez świat,
Tam woń pól, łąk, co rusz to kwiat!

W noc idź ku drzwiom, a choć jest stróż
Ja o to dbam, by nie był już
Tam, lecz tu, gdzie mój boks, a ty
Zrób hop i skocz wnet przez te drzwi.

Noc da ci schron, las da ci cień,
Goń dwa dni, noc, pędź znów przez dzień.
Tam biec masz, gdzie twój dom – na wschód,
Tam jest bór, w nim zaś dąb i buk.

Tam jest twój brat kuc, on mi rzekł:
Mów, gdzie mój brat? To jest ma krew!
Po co mu cyrk? Ja chcę być z nim!
Na to koń: za nim ja jak w dym!

W noc dał skok przez drzwi i w dal gnał,
A małp rój nie darł się, bo spał,
Stróż był tam, gdzie stał słoń, by mu
Dać pić, a koń już gnał co tchu.

Tam, gdzie rósł dąb, stał już kuc – brat.
Z chrap niósł się śmiech: Hej, brach, tyś chwat!
Tyś zwiał! Nikt nie gna cię? To fart!
Goń mnie, chodź tu, raz dwa trzy, start!

I tak gnał koń, wraz z nim kuc-brat,
Przez las, przez pól sto, bo ten świat
Ma sens, ma smak i jest coś wart
Gdyś nie jest sam, gdy tuż jest brat.


Pławienie koni, 4: Auschwung

Jarosław Iwaszkiewicz

Obłoki po pęciny
obłoki czy pasaże
pasaże chmur pejzaże
po kolana po zady

tuby trąby i flety
dęba stają w obłokach
unoszą się w akordy

coraz czarniejsze niebo
coraz czarniejsze chmury
coraz większe te konie
coraz straszniejsze mordy
coraz twardsze wędzidła

nie ma nie ma stawidła
woda niesie
obłoki
chmury
niebo
nic


Pławienie koni, 5

Jarosław Iwaszkiewicz

Po co latać wysoko
to trzeba tak zwyczajnie
wykąpać konie a potem
zaprowadzić do stajni

spod kopyt kurzu kłęby
jak przyziemne obłoki
przyćmią błyszczące boki
mokre zady mokre kłęby
na drodze pod drzewami
ten fresk się porozwiesza
jak na bułanej mozaice
Na Sycylii w Piazza Armerina

Zapisz się do Newslettera
Dostawaj cotygodniowe porady, informacje, promocje i podsumowanie artykułów na stronie.
icon

Koń

Bolesław Leśmian

Koniu krzywy, koniu siwy,
Ozdobiony łachem grzywy,
Kocham zawiew zmydlonych twym potem
rzemieni
I oddech, juchą polnej dymiący zieleni
Łeb kościaty, ale krewki
Z wargą miękką, jak pierś dziewki,
Przewieś mi poprzez ramię w rzewną bezrobotę,
Bym twarzą prężnej szyi wyczuwał ciągotę.
Koniu smutny aż do śmierci
Z białą pręgą lejc na szerci,
Zaprzyjaźnij się ze mną, jak to czynisz z wołem,
Wejdź do mojej chałupy, siądź razem za stołem.
Dam ci wody z mego dzbana,
Dam ci cukru, dam ci siana,
Dam bryłę szczerej soli, gleń świeżego chleba
I przez okno otwarte przychylę ci nieba.
Nie sęp oczu brwi sitowiem,
Powiem tobie, wszystko powiem!
A gdy noc już nastanie, pozamykam dźwierze
I wspólnie odmówimy wieczorne pacierze.


Konie i wolność

Wiesław Lickiewicz

Po zielonozłotym dywanie,Utkanym z kwiatów i traw.Pędzi tabun koni zdziczałych,Silnych i szybkich jak wiatr.

Wyschnięte wysokie byliny,Łechcą spocone ich brzuchy.To czynią na dowód szacunku,Który im doda otuchy.

Ich grzywy rozwiane na wietrze,Ślą pieśni wolności po stepie,
A głuchy tętent ich kopyt
Do taktu odtwarza je echem.

Pędzą przed siebie jak strzały,W kres horyzontu wpatrzone,Tam, gdzie się step styka z niebem,
Tam, gdzie są łąki zielone.

W zorzy słońca zachodu,Szarość rozmywa ich cienie,
Muszą wreszcie odpocząć.Wolność to także zmęczenie!


Ucieczka (fragmenty)

Adam Mickiewicz

(…)
W cwał, mój koniu, koniu w cwał!
Miesiąc na dół schodzi z chmur,
A nim zejdzie miesiąc z chmur,
Mamy sadzić dziesięć skał,
Dziesięć rzek i dziesięć gór;
Za godzinę pieje kur.

(…)
W cwał mój koniu, koniu w cwał!
Błyska zorza z wschodnich stron,
Za godzinę bije dzwon.
Nim uderzy ranny dzwon,
Mamy sadzić parę skał,
Parę rzek i parę gór;
Za godzinę drugi kur.

(…)
Stój mój koniu, koniu stój!
Przebyłeś, nim zapiał kur,
Tyle rzek, i skał, i gór,
A tuś zadrżał, koniu mój?
Wiem ja, koniu, czego drżysz:
Mnie i tobie boli krzyż.


Psalm o kasztanku

Tadeusz Nowak

Kasztanek mój pod darnią śpi
Jak zdarta skóra błyszczy trawa
w pozornej rosie w kroplach krwi
i w niej odbita twarz łaskawa

Za wrota wyjdę i zagwiżdżę
na trawę w rosie na kasztanka
i koń chłopięcy kark mój liźnie
i wierzgnie bijąc w dzwon poranka

I nagle wszystko się potoczy
jakby mi usta pełne wiśni
dmuchnęły w snem sklejone oczy
wiedząc że mnie się ten koń przyśni

W truchcie na jego grzbiet wskakuję
i pędzę kopiąc go w podbrzusze
tam gdzie z osiki majchrem zbóje
wyjmują bielszą niż śmierć duszę

I tam gdzie niebios twarz odbita
w zroszonej trawie tysiąckrotnie
językiem sięgnie po kłos żyta
zżuje i jako wiatyk połknie

I jeszcze tam gdzie w sen wtulone
dziewczęce ciało dla mnie drzemie
jakbyś pasiekę każdą dzwonem
nakrył zakapał woskiem ziemię

Kasztanek mój pod darnią śpi
darń się jak jego sierść czerwieni
i rżą wiodące w pole drzwi
i jak werbliki nieustannie
podzwania kluczy pęk w kieszeni


Ognista bajka

Bernadyna Łuczaj

Gdy zmierzch
zapala horyzont
wtedy
tęsknotą kapie niebo
odpryski gwiazd
na ziemię spadają
serca zapalają

kiedyś
razem z taką iskrą
spadł na ziemię
koń ognisty
zatrząsł
płonącą grzywą
przywołał
złotą kobyłę
stuknął
o ziemię kopytem
wykrzesał  iskry złote

i przybyła
ognista kobyla
posypały się miłości iskry
słońce
na dobre się skryło
oni tańczą taniec ognisty

wirują
w szalonym tańcu
ognista klacz
ze swoim wybrańcem

płonący rumak
i z ognia kobyla
ta miłość
z pożaru się zrodziła…


My, Konie

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska

My, konie, nie chcemy umierać na wojnach
lub jak wczoraj w rozrachunkach ulicznych,
gdy nas zginęło sto!
Niech się ludzie sami mordują nawzajem,
niechaj płynie ich krew niespokojna,
niech ich leży na ulicach stos.
Wierzmy, że przyjdzie zbawca. Koń złoty!
Mściciel koni!
Jak słońce grzywa jego, a ogon jak kometa!
Zarży, aż na twarz padną ludzie w pokornym
pokłonie,
i wszystkich nas wywiezie do raju Mahometa!
Ziemię trącimy kopytem
i okiem zmierzymy wyniosłem i dzikiem!
Pożegnamy się tylko z arabskim Szeikiem
i z owsem.


Mój koń

Igor Sikirycki

Niemało koni jest na świecie
Odważnych, lotnych, urodziwych,
Ale takiego nie znajdziecie
Jak mój Kasztanek złotogrzywy.

Kasztanek gwiazdkę ma na czole,
Sprężyste nogi, piękny ogon.
A kiedy niesie mnie przez pole,
Ludzie napatrzyć się nie mogą.

Ileż odbyliśmy podróży,
Ileśmy lądów przejechali,
A on mi zawsze wiernie służył
W Afryce, w Azji, w Australii.

Gdy w pióropuszu Indianina
Lekko uniosę się w strzemionach,
Kasztanek, pędząc jak lawina,
Każdą przeszkodę w lot pokona.

A kiedy rankiem w drogę rwie się,
Napięty ogon lśni jak struna.
Gdzie tylko zechcę, wnet mnie niesie
Poczciwy koń mój na biegunach.


Mój przyjaciel koń

Franciszek Święcki

Koniu, mój przyjacielu,
Druhu nieoceniony,
Oto woła nas ziemia
Pójdziemy na zagony.

Będziesz ciągnął po roli
Pług i bronę zębatą,
Ty mi swoją dasz pracę,
Ja ci owsa dam za to.

Choć ciężka i mozolna,
Jednak to nasza praca
I miła jest i wdzięczna
Stokrotnie się opłaca.

Nie obawiaj się, koniu,
Starczy nam jak co roku
Dla mnie chleba do syta
A dla ciebie obroku.

Zawsze byliśmy razem
Czy w dobrej, czy w złej doli,
Pomagałeś mi w pracy
Uciążliwej na roli.

Ciągnąłeś wóz ładowny,
Nosiłeś mnie na grzbiecie,
Byłeś mi towarzyszem
W mych wędrówkach po świecie.

I zawsze, druhu, ze mną
Dzieliłeś trudy znojne,
A nawet ile razy
Poniosłeś mnie na wojnę.

Nasza przyjaźń się ciągnie
Z dawna, z dziada pradziada
I szczere, przyjacielskie
Współżycie nam się układa.

I piękne mamy tradycje,
Wspólnym trudem i potem,
I krwią pieczętowane,
Chcę, abyś wiedział o tym.


Stare pobojowisko

Jerzy Harasymowicz

porzucone hełmy
pióropusze rozrosły się
nad polne grusze
tęczowy las

skaczą po nim
szkarłatne ptaszki
i wydają dźwięk
podobny do uderzenia
miecza o pancerz

zaś wieczorem
z pobojowiska
poprzez obłoki i wiatraki
zaczynają
płynąć konie

na śnieżnej fali
grzyw

konie z oczyma
wypalonymi
przez bitwy

głąb oczodołów
jak róży wnętrze
pełno w nich
maleńkich
niebieskich motylków

konie
nad zamek płyną
gałęzi topól
trzask

na blankach
strażnicy krzykiem
zawracają
dzwonem


Koń

Stanisław Grochowiak

Koniu mój, chrapy odymałeś z głowy,
Język twój giętki – czy może być słodszy?
A kto, mój koniu, pieszcząc twoje oczy,
Zgubiłby krój ich: złotomigdałowy?

Leżąc na sianie, jakie my rozmowy
Wiedliśmy w drżących pożogach tej nocy!
Ktoś może mędrszy, być może, że młodszy
Czy chciał całować nawet twe podkowy?

Lecz ponad wszystko niech twe rzęsy świecą,
Kiedy zmożona układałaś szyję
W mych chciwych rękach – i gasła latarnia…

Cóż nam, iż jutro giermkowie powiedzą,
Że w niej Nadobnej końskie serce bije,
Gdy nikt nie będzie jej grzywy rozgarniał.


Chwila

Leopold Staff

Przypadek mnie zaprosił w swe knieje na łowy:
Zawiązawszy mi oczy dał w dłoń łuk i strzały
I nagiego posadził na koń, co drżąc cały
Prycha pianą, darń kopiąc, do cwału gotowy.

Gdy lędźwie konia w ud mych uścisku zadrżały,
Śmignął pręt i koń porwał się, dzwoniąc w podkowy,
Miedzy pnie i tętentem jął budzić parowy,
Gdy wtem zza drzew w krąg śmiechy stu dziewczyn rozbrzmiały.

Na oślep łuk napinam i nadzieję! Gonię
Śmiechy wabne, wyciągam za najbliższym dłonie,
Chwytam: z nagą dziewczyną słodki traf mnie zderzył.

I tuląc łup zdyszany, swą zdobycz bezwiedną,
Śmieję się z roześmianą, jak strzelec, co w sedno
Ugodził czując szczęsny wstyd, że weń nie mierzył.


Konie

Józefa Drozdowska

Zmęczone pogonią dnia
przyszły do twoich dłoni
jak do wodopoju

Zamknęłaś wrota podwórza
koroną gruszy
obsypaną kwieciem
–I patrzysz dotąd na nie
ze zdziwieniem
że takie łagodne

A one nie mają siły
by odejść
pragnieniem i nocą strwożone

A one boją się
przeskoczyć tę gruszę
białą niczym twoja głowa


Pieśń dla Anabel

Joanna Pisarska

akże piękna jesteś przyjaciółko moja
jakże słodka

o sierści szarosrebrnej jak wieczór
w ogrodzie pełnym jabłoni
ku którym wyciągasz szyję

chwycę twej grzywy popłynę

twoje wargi delikatne mocne
oddzielą dobro od zła
nie ulegną pokusie

nogi twoje w nadpęciach smukłe
rzęsy firany
tańczysz pode mną jak letni wiatr wśród jabłek
jak dziki wiatr niesiesz polem poza horyzont

lewa moja dłoń pod twoją chrapą
a prawica moja obejmuje cię


Konie

Irena Słomińska

biegną konie biegną konie ulicami wprost

ilu grzbietów ich dosiądę ile siodeł skórą przetrę
w jakiej grzywie się umieszczę

jakim kształtem wpadnę w oko okrąglejąc na źrenicy
jakim cuglom się wysoko poderwana oprę w kształcie

rozedrgana spięta skóra gęstym potem się wykrwawi
potem jeszcze jedne harce ciepło ciała na asfalcie

w miękki asfalt wtulę rękę i miękkością jak aksamit
będę gonić obce palce rozrzucone kopytami

ani mniej mnie będzie więcej jak rozwianej wiatrem rzęsy
tylko woda płynie jasno w rozbieganej takt uprzęży

gonię konie konie płyną i tak takt im spada snadnie
co mi z myśli co im z kopyt na tańczący kurz upadnie


Wierszyki o koniach

Wierszyków skierowanych o młodszych i łatwych w zapamiętaniu też trochę znaleźliśmy. O czym mówią? Często są to wierszyki o zabawnym charakterze zajmujące się zabawą i miłością do koni.


Konie, konie

Stanisław Grochowiak

Każdy konik gniady
Gubi w śniegu ślady.
Każdy konik płowy
ma złote podkowy.

Każdy konik siwy
ma różę u grzywy.

Spójrz, jak w końskich chrapach
Świeci róży zapach!


Mój konik

Jolanta Maria Dzienis

siwek srebrnogrzywek mój drewniany konik
pędzi przez marzenia nikt go nie dogoni
podkuty misternie dwoma biegunami
galopuje mężnie pomiędzy chmurami
niesie mnie na grzbiecie i w deszczu i w słońcu
baśniowym podróżom nigdy nie ma końca
gdy kiedyś wyrosnę on zostanie mały
lecz wciąż w moich oczach będzie doskonały
młodszemu więc bratu siwka podaruję
niech i on czar przygód podniebnych poczuje


Autor nieznany

Anonim

Końskie oczy to
symbol miłości
symbol nadziei
symbol ufności
Końska grzywa i ogon rozwiany
symbol dzikości
symbol wolności
Końska głowa i
jego postawa
symbol szlacheckiej
cierpliwości


Tytuł nieznany

Agata Dziechciarczyk

Stoją konie i ha, ha
Każdy z nich kopytka ma
Stuku puku, stuku puku
Kopytkami w rytmie gra

Na kopytkach ma podkowy
Żeby zdrowe były nogi
Stuku puku, stuku puku
Wystukują rytm do drogi

Galopują nasze konie
Podkówkami po betonie
Stuku puku, stuku puku
Teraz ja koniki gonię


Rymowanki o koniach

Zestawienie wierszy i wierszyków zakończymy kilkoma rymowankami, które również warto poznać.

  1. Jedno życie,jedno bicie jazda konna na całe życie!
  2. Koń jest bogiem
    galop nałogiem
    kłus podstawą
    skoki zabawą
  3. Gdyby koń o swej sile wiedział to żaden śmiałek by na nim nie siedział
  4. Jedno serce jedno bicie jazda konna całe życie
  5. Największe szczęście na świecie na końskim leży grzbiecie.
  6. Koń stworzony ku bieganiu, jak ptak ku lataniu.

To już wszystkie wiersze o koniach, które dla Ciebie przygotowaliśmy. Zapewne sporo z nich sprawiło Ci radość podczas czytania a inne nakłoniły do refleksji. Jeśli masz własne wiersze lub Twoim zdaniem o jakiś zapomnieliśmy koniecznie daj znać w komentarzu. Polecamy również sprawdzić żarty o koniach, w końcu śmiech to zdrowie!

Źródła: https://podlaskisenior.pl/kon-i-ja-wiersze-podlaskich-poetow/

Patrycja
Patrycja
Artykuły: 33

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *